WaszRegion.pl (dawniej e-legnickie.pl)

Prezes Jacek Bednarz: chciałbym przenieść dobrą energię i wiarę w to, że warto stawiać sobie wysoko poprzeczkę

LUBIN.  Zapraszamy na wywiad z Prezesem Zarządu Zagłębia Lubin S.A. Jackiem Bednarzem, w którym opowiedział o swoich pierwszych dniach w nowej roli oraz o tym, jaką wizję ma dla Klubu. W rozmowie poruszył również tematy Akademii, pierwszego zespołu, współpracy z trenerem Leszkiem Ojrzyńskim, relacji z kibicami i sportowych ambicji Zagłębia.

Prezes Jacek Bednarz: chciałbym przenieść dobrą energię i wiarę w to, że warto stawiać sobie wysoko poprzeczkę

Zanim został Pan Prezesem Zarządu Zagłębia Lubin S.A., był Pan tutaj wiele razy wcześniej – najpierw jako piłkarz, potem jako prezes i dyrektor sportowy klubów. Z czym dotychczas kojarzyło się Panu Zagłębie na przestrzeni tych wszystkich lat?

JACEK BEDNARZ:  W jakiej roli tu nie przyjeżdżałem, zawsze było piekielnie ciężko. Zaczynałem grać w piłkę zawodowo w tym sezonie, w którym Zagłębie zdobyło pierwsze mistrzostwo. Gdy niedawno świętowaliśmy 80–lecie Klubu, mogłem spotkać piłkarzy z tamtego pokolenia. Gdy widziałem wtedy Janusza Kudybę, chciałem operować piłką tak jak on. Obserwując Adama Zejera i Zbigniewa Szewczyka, myślałem sobie, że chciałbym mieć takie „pokrętło” jak oni. To byli ludzie, których trudno było pokonać. Później także wizyty w Lubinie oznaczały, że trzeba było się do nich bardzo dobrze przygotować. Mam takie spostrzeżenia od 1990 roku aż do teraz.

Wróćmy na chwilę do 1990 roku. Wtedy rozegrał Pan pierwszy mecz przeciwko Zagłębiu, w zespole Ruchu Chorzów. Pamięta pan wynik?

– Zagłębie wygrało 1:0. Ruch był wtedy zespołem, który bronił się przed spadkiem, natomiast Zagłębie miało drużynę już ukształtowaną, z silnym poczuciem własnej wartości. To było widać na boisku. A w kolejnych latach, oprócz dobrego futbolu, widziałem też bardzo piękną ewolucję klubu. Był od dawna wpisany w region, ale z czasem stał się jego wizytówką. Również dzięki nowoczesnej infrastrukturze – mam na myśli stadion, obiekty Akademii, wszystkie boiska treningowe i pomysły na rozwój. To sprawia, że Zagłębie ma przed sobą przyszłość. Cała trudność dzisiaj w budowaniu sportu zawodowego polega na połączeniu dwóch rzeczy – boiskowej rywalizacji i otoczenia. Jeśli tych dwóch elementów się nie łączy i nie współgrają one ze sobą harmonijnie, później brakuje albo pieniędzy, albo jakości w sporcie.

Co Pan najbardziej ceni w Zagłębiu?

– DNA tego klubu, budowanie go na fundamencie, który sprawia, że kibice łatwo się z nim identyfikują – grają w nim ludzie pochodzący z regionu albo wywodzący się z Akademii. Dlatego Akademia jest ważna i chcemy ją rozwijać, aby była głównym źródłem pozyskiwania piłkarzy do pierwszego zespołu. Ale także po to, aby realizować naszą misję CSR–ową i pokazać, że sport, również zawodowy, rodzi się w głowie dziecka – już w przedszkolu i pierwszych klasach szkoły podstawowej. Tak zaczyna się proces kształcenia i przygotowania do dorosłego życia, nie tylko do sportu. Chcemy ukształtować każdego z naszych wychowanków jako człowieka i przygotować go na to, że w każdym życiu zawodowym są lepsze i gorsze momenty. Piłkarze nie mogą też zapominać o swojej odpowiedzialności i o tym, że ludzie, którzy ich oglądają, chcą ich naśladować.

Tym bardziej w erze wszechobecnych mediów społecznościowych.

– Niestety, ludzie wykorzystują je często do tego, żeby zrobić komuś przykrość, być podłym i czasem niesprawiedliwym. Ale z drugiej strony media społecznościowe dają możliwość swobodnej wypowiedzi na różne tematy i weryfikowania obiegowych opinii, czasem także tych kłamliwych. To także sposób, aby pokazać się takim, jakim się jest – jako sportowiec, prezes czy dyrektor, jako normalny człowiek, który poza pracą zawodową ma także inne oblicze i swoje normalne życie.

Wracając do spraw bieżących – już dzień po objęciu przez Pana funkcji prezesa brał Pan udział w obchodach 80–lecia. Jakie były Pana spostrzeżenia po tym wydarzeniu i czy czuł Pan wyjątkową tremę ze względu na to, że od razu musiał pan występować w imieniu klubu?

– Mimo że jestem człowiekiem obytym z mediami i dużymi wydarzeniami, trema oczywiście była. Przypominam, że w jednym miejscu spotkały się dwa eventy – 80–lecie Klubu i 65–lecie KGHM, czyli podmiotu od lat wspierającego Zagłębie. W takich momentach człowiek czuje odpowiedzialność, chce podołać temu, co go czeka. Starałem się, żeby to, co mówiłem, było prawdziwe. Takie okazje pozwalają przypomnieć, że lepiej szukać tego, co nas łączy. Chcieliśmy pokazać, że jesteśmy nie tylko wizytówką miasta i regionu, ale także klubem opartym na klarownych finansach, sukcesach oraz inwestowaniu w młodych Polaków.

Czego nowego dowiedział się Pan o Zagłębiu po pierwszych dniach pracy tutaj?

– W tym miejscu liczy się pracowitość, a nie działania „pod publiczkę”. Są w Polsce takie miejsca, gdzie społeczne oczekiwanie wymaga tego, żeby o klubie było głośno i wszyscy napinali mięśnie. A tutaj najważniejsza jest efektywność, a efekciarstwo nie jest w cenie. Dlatego już się przekonałem, że to środowisko będzie mi odpowiadać.

Pracował Pan dotychczas w różnych środowiskach. Czy w każdym z nich były mechanizmy, które się powtarzały?

– Pewne elementy są podobne albo takie same, bo są związane z regulacjami i funkcjonowaniem branży. Każdy klub ma jednak swoją specyfikę. Na przykład w przypadku dużych brandów z większych ośrodków, takich jak Warszawa i Kraków, gdzie potencjał ilościowy jest duży i do najwyższych celów dąży się za wszelką cenę, nie wybacza się potknięć i każdy wynik poza najwyższym jest traktowany jak porażka. W Zagłębiu specyfika jest trochę inna. Najbardziej oczekuje się, żeby drużyna jak najlepiej grała w piłkę. Jeśli da nam to mistrzostwo, Puchar Polski czy udział w europejskich rozgrywkach, będzie to dobrze odebrane. Ale jeśli sukcesów nie będzie, a środowisko zauważy, że wszyscy pracują dobrze, dostaną kredyt zaufania i będą mogli się poprawić.  Na razie nie poczułem tutaj wielkiej presji ze strony środowiska. Więcej jest dobrej energii i oczekiwania, że postawimy na to, co jest ważne tutaj, w naszym regionie. Pochodzę z Górnego Śląska, tutaj jesteśmy na Dolnym Śląsku, ale generalnie etos pracy oraz to, że większość naszych kibiców jest związana z KGHM–em, gdzie praca jest na wysokim poziomie, sprawiają, że sposób postrzegania jest podobny.

Czy już Pan wie, jakim prezesem Zagłębia Pan będzie? Co będzie najważniejsze w zarządzaniu Klubem?

– Najpierw chciałbym przekonać do siebie całe środowisko. Jestem spełnionym sportowcem i spełnionym działaczem, bo zdobywałem mistrzostwo Polski. Wielką zaletą gry w piłkę, bycia trenerem i działaczem są historie, które zataczają krąg. Bieżący sezon jest najważniejszy, ale jeśli ci się w nim coś nie uda, świat się nie kończy. Sport ma jedną piękną cechę – jeśli dziś się poprawisz, podniesiesz z kolan, jutro możesz osiągnąć wszystko, tylko nie możesz się poddawać. Jeśli w to głęboko wierzysz, jest to absolutnie możliwe. Jako prezes chciałbym przenieść dobrą energię i wiarę w to, że warto stawiać sobie wysoko poprzeczkę i robić wszystko, żeby zbudować team. Dla mnie team to nie tylko pierwszy zespół, ale także ludzie, którzy pracują w biurach, aby ci, którzy grają, mieli wszystko, czego potrzeba, żeby wygrać. I żeby ci, którzy przychodzą na stadion, cieszyli się z tego, że na nim są, bo to miejsce jest dla nich drugim domem, gdzie świetnie się czują i spędzają czas z kim chcą.

Czy ma Pan już konkretne pomysły na dalszy rozwój Akademii?

– Od dekady obserwuję, jak to się tu wszystko zmienia, i jestem tymi zmianami zachwycony. Klub postawił na konkrety i wymierne elementy. Przykładowo, w wygranym meczu z Rakowem Częstochowa zagrało w naszym zespole siedmiu wychowanków. Sama ta świadomość daje wszystkim osobom związanym z klubem dużo satysfakcji. Warto było więc inwestować w Akademię i ludzi, którzy wyselekcjonowali tych piłkarzy i cierpliwie z nimi pracowali. Doprowadzili do momentu, w którym Leszek Ojrzyński mógł wprowadzić tych zawodników. Dlatego składam gratulacje na ręce dyrektora Krzysztofa Paluszka oraz jego poprzedników. Liczba wychowanków w pierwszym zespole to świetne osiągnięcie. Chcemy jednak więcej – niech tej młodzieży do pierwszego zespołu trafia jak najwięcej. Pracujmy nad nią, niech to będzie w przyszłości główne źródło transferów.
– Na razie będę mieszkał w bursie, aby przy okazji zobaczyć, jak Akademia wygląda na co dzień i jak funkcjonuje. Mam same dobre spostrzeżenia. Wydaje mi się, że już dzisiaj jest bardzo dobrze. Jestem po dłuższych rozmowach z trenerem Leszkiem Ojrzyńskim i dyrektorem Krzysztofem Paluszkiem, których znam bardzo długo. Myślę, że chemia między nami będzie i niedługo będziemy się już zajmowali konkretami, które oni przedstawią do realizacji.

Czego oczekuje Pan od trenera Leszka Ojrzyńskiego?

– Wierzę w ewolucję, a nie w rewolucję, choć czasem jest ona niezbędna. Rewolucja to krew, pot i łzy, najczęściej zjada swoje dzieci. Natomiast ewolucja daje dużo możliwości, bo można zmieniać to, co działa dobrze, aby działało lepiej. Jeśli ma się dobry pomysł i jest się w stanie cierpliwie pracować nad zmianami, problem znika. W taki model zarządzania wierzę i wierzę też w ludzi, z którymi pracuję. Oceniam ich potencjał i daję im zadania, żeby je realizowali. Cieszę się, gdy im się udaje, i nie jestem zazdrosny o sukcesy nikogo. Kiedyś, gdy byłem młodym chłopakiem, ktoś mi zaufał, bo zobaczył coś we mnie, i do dziś o tym pamiętam. Dlatego gdy widzę potencjał w swoich podwładnych czy osobach, z którymi pracuję, zawsze staram się im pomóc go wykorzystać i rozwinąć, bo na końcu też mam z tego wielką satysfakcję.
– Podoba mi się, że Leszek Ojrzyński jest pragmatycznym trenerem i dopasowuje swoją taktykę i sposób gry do tego, jakich ma zawodników, oraz stara się im to ułatwić, aby pokazali wszystkie swoje zalety. Dziś, po dziewięciu meczach, mamy 15 punktów, co jest dobrym wynikiem. Ani przez chwilę, gdy zdecydowałem się zostać prezesem Zagłębia, nie myślałem o tym, żeby rozstawać się z trenerem. Chcę, żeby była to partnerska współpraca, żebyśmy dużo rozmawiali i przekonywali się wzajemnie do różnych rzeczy. Jestem otwarty na dobre argumenty i jestem w stanie zmienić zdanie, jeśli ktoś mnie do niego przekona. W sporcie musi być partnerstwo, ale nie ma demokracji – więc każdy musi się odnaleźć w swojej roli.

Czy planuje Pan zatrudnić nowego dyrektora sportowego?

– W tej chwili jego brak nie oznacza problemu z czymkolwiek, bo jesteśmy w środku rundy. Myślę jednak, że na przyszłość dobry dyrektor sportowy przyda się nam wszystkim. Na razie chciałbym jednak przekonać się, jak funkcjonuje klub, a do tego potrzeba trochę czasu. Również po to, żeby zapoznać się z regulacjami wewnątrzklubowymi i z relacjami.
– Uważam, że dyrektor sportowy będzie musiał w Zagłębiu połączyć dwie rzeczy – pierwszy zespół z Akademią i całym jej sztabem. Akademia jako fundament Klubu musi mieć bezpośrednie przełożenie na to, co się dzieje w pierwszym zespole. Musi to być też człowiek, który będzie w stanie dorównać autorytetem Leszkowi Ojrzyńskiemu, który jest doświadczonym trenerem z bardzo silnym charakterem i osobowością. Powinni się wzajemnie uzupełniać i od początku dogadywać merytorycznie. Za jakiś czas podejmiemy ten temat – wybierzemy jednego albo kilku kandydatów i spróbujemy rozmawiać.

Na czym będzie Panu zależało najbardziej w relacjach z kibicami?

– Jestem otwarty na spotkanie z każdym, nie boję się żadnych tematów, mogę rozmawiać z nimi o wszystkim. Za każdym razem będę jednak przypominał, że ja jestem tutaj odpowiedzialny za Zagłębie i za to, co będzie dobre dla Klubu. Jestem w stanie wiele wybaczyć, wiele zaakceptować. Natomiast nigdy, za cenę własnego spokoju czy komfortu pracy, nie zgodzę się na rzeczy, które uważam, że na stadionach nie powinny mieć miejsca.
– Chciałbym, aby kibice dali nam kredyt zaufania, a na trybunach było nas więcej. Myślę, że ich rekomendacja i sposób dopingowania będą miały wpływ na to, ile nas będzie. Chciałbym, żeby na KGHM Zagłębie Arenie było miejsce dla każdego, kto akceptuje to, że jest to impreza masowa i wszystkie konsekwencje z tym związane. Żeby było miejsce i dla tych, którzy głośno śpiewają i dopingują, ale także dla tych, którzy chcieliby obejrzeć mecz inaczej. Aby każdy mógł spędzić te 90 minut po swojemu, a potem spokojnie wrócić do domu.

Wróćmy do spraw sportowych. W ubiegłym sezonie Zagłębie do końca walczyło o grę w europejskich pucharach, teraz również strata do najwyższych lokat nie jest duża. Czy ustalił Pan cel sportowy Zagłębia na najbliższy czas, czy może jest jeszcze na to za wcześnie?

– Udany poprzedni sezon był efektem fundamentu, który położono wcześniej. Obecna zdobycz punktowa przekłada się na to, że widać tendencję wzrostową, a stała efektywność jest bardzo dobrym sygnałem. Myślę, że nie jesteśmy w takiej sytuacji, żebyśmy mówili o aspirowaniu do mistrzostwa. Aspirujemy jednak do tego, żeby regularnie punktować do końca rundy, bo mamy na to potencjał. Jeśli to utrzymamy, każde marzenie jest możliwe do zrealizowania. Ludzie, którzy pracują w sporcie, muszą chcieć marzyć. Ja też marzę o tym, żeby z Zagłębiem zdobyć mistrzostwo. Konkurencja jest bardzo silna, ale w sporcie każde zwycięstwo sprawia, że pniesz się do góry.

Co będzie uważał Pan za sukces w roli prezesa Zagłębia?

– Na pewno utrzymanie sportowego poziomu albo podniesienie go oraz spowodowanie, że frekwencja wzrośnie. Liczę na to, że jedno będzie się łączyło z drugim. Gdy będziemy punktować, będziemy mieli szansę na dobre miejsce w tabeli, chętniej pojawi się tutaj więcej ludzi.
– Będę chciał też zaktywizować cały klub, żebyśmy zaproponowali kibicom przy okazji meczu coś więcej, żeby chcieli przyjść tu wcześniej i liczniej. Sukcesem byłoby też pozyskanie kilku nowych sponsorów. Uważam, że jest na to szansa, a pozyskane środki nam się przydadzą, bo chcemy rozbudować infrastrukturę, dorzucić naturalne boisko podgrzewane do treningu i zainwestować w Akademię, aby była jeszcze mocniejsza i wydawała jeszcze więcej dobrych zawodników.

Dziękuję za rozmowę

Bądź na bieżąco z regionem

Spraw, aby nasze wiadomości były zawsze pod ręką

Wybierz preferowane źródło w Google lub zaobserwuj nas, aby częściej widzieć regionalne newsy w swojej przeglądarce.

Polecane dla Ciebie